Kartki po retro

Chcę podzielić się swoim lesson learned z ostatniego, częściowo nieświadomego eksperymentu, jaki przeprowadziłem w swoim zespole.

Mam w zespole 5 inżynierów: dwóch frontend developerów i trzech backend developerów.

Sam pracowałem jako frontend developer przez kilka lat, a od niecałych trzech lat jestem w roli Team Leadera. Od kilku miesięcy natomiast mocno skręciłem ze strony technicznej na stronę produktową. No, może dłużej niż kilka miesięcy, ale w ostatnim czasie to, co mnie najbardziej frapuje, to pytania: “Jak klienci będą z tego korzystać? Jaki problem chcemy rozwiązać tym featurem? Jakie są nasze metryki sukcesu? Co powinniśmy robić jako następne?”

Duuużo czasu poświęcałem na tematy głównie produktowe, bo mega mnie to jara. Nawet bardziej niż technologia.

A mój zespół? Działał dobrze. Dowoziliśmy na czas. Nasza praca była przewidywalna i wszystko grało. Tworzyłem tickety w Jirze, opisywałem je, przygotowywałem dokumentację projektową, Product Requirement Documents, prowadziłem refinementy, pilnowałem agend, planowania sprintów, planowania technicznego…

I od ok. 3 miesięcy zacząłem poświęcać znacznie mniej czasu na projekty i zespół. Uznałem, że skoro wszystko działa dobrze, to mogę iść na urlop, wracam – a tu dalej wszystko gra. Nic nie wybuchło. No to pomyślałem: “Hmm, najwidoczniej tak ich poprowadziłem, że są w stanie sami się zorganizować i prowadzić wszystkie tematy, które przychodzą z różnych stron”. Dostałem zresztą feedback, że “chyba nie trzeba wszystkiego tak dokładnie spisywać”. No dobra. Skoro tak, to fajnie! Mogę siedzieć więcej w produkcie!

Więc tak zrobiłem. Byłem oczywiście obecny na każdym spotkaniu itd., ale sercem – gdzie indziej.

I tak to trwało do naszego ostatniego retro… Pełno kartek. Pełno mocnego, konkretnego feedbacku. Pełno wątpliwości, zdenerwowania, zdezorientowania. Patrzę, jak kartek przybywa na stronie “Bad / Could be better” i myślę: “Oho, idzie. Ale mają rację…”. I przeszliśmy przez wszystko. Kartka po kartce. Oczywiście nie byłem zaskoczony. W głębi serca na ten feedback czekałem. Miałem nadzieję, że ktoś w końcu powie: “Chłopie, weź się do roboty, bo potrzebujemy ciebie!”. I taki komunikat w gruncie rzeczy dostałem ;) Za co jestem mega wdzięczny mojemu zespołowi, że szczerze i otwarcie mi to powiedzieli. Wszystko sobie przegadaliśmy, wszystko wyjaśniliśmy. Moje serce urosło! Mam mega fajny zespół!

Dlaczego to było dla mnie ważne? Miałem niejasność, co tak naprawdę mam robić. I co chcę robić. Czułem się trochę na rozdrożu: technologia, zespół, projekt czy produkt? Myślałem, że można sobie jeden obszar odpuścić, skoro wszystko działa. Ale to tak nie jest.

Mam takie porównanie: nasz zespół jest jak załoga dużej żaglówki (lubię żaglówki). Sternik trzyma kurs (lider), a każdy w zespole ma swoje zadania i obowiązki. Ładnie płyniemy, jest stabilnie, każdy wie, co ma robić. I w pewnym momencie kapitan puszcza ster… ale łódź dalej płynie. Żaglówka jest spora, kurs był stabilny, więc płynie prosto. Ale są fale. Wieje wiatr i napiera na łódź. W końcu żaglówka zaczyna zbaczać z kursu. Skręca coraz mocniej i mocniej, aż w końcu przechył jest tak duży, że łódź prawie się przewraca.

I na tym ostrym zakręcie właśnie jesteśmy. Ale to jest dobry czas. Bo załoga potrzebuje kapitana. Zespół potrzebuje lidera.

Kartki po retro