Urodziło mi się drugie dziecko i postanowiłem wziąć 2 tygodnie urlopu ojcowskiego i pozostałe 2 tygodnie urlopu jaki mi przysługiwał. Wraz ze świętami i L4 (końcówka ciąży była ciężka) wyszło mi prawie 6 tygodni wolnego.
Mega dobry czas rodzinny ale też i zawodowy.
Zawodowy? Tak. Poukładało mi się sporo rzeczy. Między innymi wiem co chcę robić.
Czas jednoczący
Przed urlopem postanowiłem że chciałbym aby był to czas jednoczący. Jednoczący nas, naszą rodzinę, moją relację z żoną i dziećmi.
Zastanowiłem się co konkretnie mogę zrobić aby uczynić ten czas jednoczący? ZERO pracy. Zero myślenia o pracy. Totalnie to zostawić. Najwyżej świat się zawali. Najwyżej nie będę miał do czego wracać. Może okażę się niepotrzebny (cóż, takie lęki też mam w głowie).
I to się udało. To był bardzo dobry czas dla rodziny i dla mnie.
Eksperyment z produktem
Ostatni rok zagłębiałem się głównie w tematy produktowe. I tak jak pisałem w poprzednim wpisie - bardzo dużo mi to dało. To była bardzo dobra inwestycja. Jednak nie czułem się w pełni usatysfakcjonowany w tym obszarze.
Proces Discovery to z natury dość chaotyczny proces. Tak napisała Teresa Torres w książce Continuous Discovery Habits. I to jest ok. Ale trzeba to lubić.
Ja osobiście czerpię znacznie więcej satysfakcji z tego że uda mi się coś realnego zrobić niż z decydowania o tym, w którym kierunku produktowym idziemy. Oczywiście interesuje mnie dlaczego coś robimy - to podstawa. Ale nie jara mnie bycie aktywnym uczestnikiem wyboru tego kierunku. Czuję ekscytację i ciekawość o to JAK to zrobić.
Technologia. AI agenty. Architektura. Skalowanie. Itd. To mnie po prostu jara.
Bo do tej pory każdy branżowy artykuł który przeczytałem w internecie - głównie o tematach produktowych - zastanawiałem się jak mogę wykorzystać coś z tego co przeczytałem w obecnej pracy, obecnych obowiązkach. I przez to nieraz czytałem coś z pewnym ciężarem. Nie było w tym luzu, naturalnej ciekawości.
A przecież jak wchodziłem w tą branżę to mnie przyciągała ciekawość. Ogromna ciekawość. Wszystko mnie fascynowało. Programowanie. W ogóle świat IT. I ten zachwyt naprawdę był dla mnie motorem napędowym.
I właśnie w ostatnich miesiącach straciłem ten zachwyt. Obowiązki zaczęły mnie przytłaczać. To co miało dawać radość przestało. Jasne że nie chodzi o samą radość ale brak tej ciekawości, brak zajawki.
Dwie nogi
Technologia to jedna noga. Produktowe myślenie to druga. Obie są potrzebne żeby chodzić. Ale która jest moją główną?
Początkowo tematy produktowe były dla mnie meeega ciekawe. Ale jakiś na koniec dnia to nie jest obszar, kierunek w którym chcę zmierzać pełną parą.
Discovery, czy wgl produktowe myślenie to jakby druga noga. No jest potrzebna jeśli chcemy chodzić. O tym wspomniałem w ostatnim wpisie. I uważam że to jest wiedza niezbędna. Ale jako mój główny nurt to wybieram kierunek techniczny.
I to też nie jest tylko twarde programowanie. Na wyższym poziomie seniority, tak po 3-4 latach programowania, jak to powiedział Bill Gates, nie urośniesz jakoś bardzo mocno w aspekcie technicznym. Przez te kilka lat człowiek nabiera takiej wprawy że nauka nowych technologii to norma i przychodzi już dużo łatwiej niż na początku.
Ale po tych kilku latach wchodzą tematy tzw miękkie. To jak rozmawiam z innymi. Czy inspiruję innych. Co robię aby innym pomóc. Czy dzielę się wiedzą. Czy mentoruje młodszych stażem kolegów. Itd itd itd… na koniec dnia to przeważa.
Ale jednak kierunek techniczny a nie stricte produktowy.
Bardzo się cieszę że byłem np na kursie AI Product Heroes. I że przeczytałem parę książek w temacie Discovery, m.in. Continuous Discovery Habits. Ale to co przede mną to backend. AWS. UX/UI, AI. I nie tylko.
Ale coś trzeba wybrać. Życie to sztuka wyboru. A ten wybór to nie jest one way ticket. Można zawrócić i wybrać coś innego.
Lider techniczny
Też przeczytałem ostatnio jakiś artykuł który uświadomił mi moją rolę. Lider techniczny.
Zostałem liderem Team Leader / Engineering Leader bo byłem bardzo dobry technicznie plus wykazałem się pod kątem przywództwa: wprowadziłem różne technologie i rozwiązania które znacząco poprawiły nasze procesy i development. I dlatego zostałem liderem technicznym.
I teraz gdybym skręcił totalnie w stronę produktu, co zrobiłem na parę miesięcy, to odklejam się zupełnie od mojego zespołu.
I w tym artykule było napisane co robić aby być złym liderem: między innymi to być daleko od kodu, daleko od problemów technicznych. Bo gdy jestem daleko od tych tematów to tracę zaufanie w zespole. Po prostu staję się niepotrzebny, skoro wszystkie decyzje oddaję inżynierom zupełnie się nie angażując w dyskusje i rozmowy.
Po prostu muszę być zaangażowany skoro jestem liderem technicznym. Nie mogę być od tego daleko.
To są moje rozterki bo w mojej obecnej pracy mam dość dużą dowolność w jaki obszar się mogę zaangażować dlatego próbowałem wejść bardziej w produkt i nawet chciałem zostać Product Managerem.
Ale to nie moja droga.
Dalej mam swój zespół i z tego nie chcę rezygnować. Podoba mi się rola liderska. Chcę zostać po prostu w świecie technologii głównie.
Co dał mi ten urlop?
Jasność. I powrót ciekawości.
Ten urlop był bardzo wartościowy. Każdemu polecam dłuższy urlop - 2 tygodnie to w ogóle minimum, najlepiej 3. To jest po prostu potrzebne, aby być zdrowym i wrócić z czystą głową, lepiej poukładaną.
I wiesz co? Po raz pierwszy od miesięcy znowu czuję tę ekscytację. Czytam o nowych technologiach nie z obowiązku, ale z ciekawości. Wracam do pracy z energią, a nie z ciężarem.
A Ty? Kiedy ostatnio dałeś sobie przestrzeń żeby poukładać co naprawdę chcesz robić?